Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ognisko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ognisko. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 września 2013

pietnascie.

Wreszcie upragnione analogowe, upragnione przeze mnie, bo bardzo chciałam je wreszcie pokazać. Tłumaczę się z przebarwień, otóż dowiedziałam się niedawno, że zostało wyprodukowane kilkanaście Olympusów Om-10 z wadą fabryczną i musiałabym nie być sobą, żeby na takowy nie trafić. Połowę zdjęć zwykle wyrzucam do kosza, bo mimo pięknego słońca migawka zamyka się dopiero po dwóch sekundach, co daje kliszy anormalne ilości światła, a żółcie to najprawdopodobniej wina starej kliszy.
Jak dowiedziałam się ze strony internetowej Olympusa: "OM-10 często są ofiarami "syndromu klejących się styków", objawia się on przedłużaniem czasu otwarcia migawki w stosunku do zmierzonej wartości w wyniku zabrudzenia styków olejem z prowadnic migawki."
Zdjęcia pochodzą ogólnie mówiąc ze Śląska, bo jest trochę Zarzecza, trochę Góry Żar, trochę Hrobaczej Łąki, ale też jedno z mojego miasta się znalazło.


Przeurocze miejsce, zaraz za zejściem z Hrobaczej Łąki, odkryte przez ciekawskich palaczy, którzy zapuścili się w krzaki i chaszcze i zupełnie przypadkowo znaleźli zejście do jeziora, gdzie od razu nas zaciągnęli. Miejsce piękne, pan wędkarz na pomoście na przeciwko chyba nas nie polubił, bo rzucający kamieniami straszyli mu ryby, ale idealne miejsce na nic nie robienie i czekanie na autobus powrotny :)


Droga powrotna z Hrobaczej Łąki.

W dół Góry Żar.

A taki widoczek towarzyszył nam przy każdym zejściu ze 180 schodków z naszego obozu. Żałowałam jedynie, że na swoją pierwszą i ostatnią wycieczkę tam rowerkami wodnymi nie zabrałam aparatu, bo pośrodku wody wyglądało to jeszcze lepiej.


To już chyba Żywiec, w drodze do sklepu bodajże.


Portret zawsze jakiś musi być. Na zdjęciu Marta :)



poniedziałek, 24 czerwca 2013

szesc.

Z racji tego, że wczoraj miałam ze swoimi dziećmi ostatnią zbiórkę, toteż postanowiliśmy zrobić im coś innego niż zwykła posiadówka w harcówce. Za obopólną zgodą urządziliśmy sobie pańskie ognisko, wśród roju komarów, pseudorockowego koncertu i towarzyszącej nam zza płotu krowy.
Toteż dzisiejsze zdjęcia, z racji tego, że sięgnęłam szczytów zaangażowania i zabrałam ze sobą lustrzankę będą właśnie stamtąd. Znalazłam w sumie więcej zadowalających fotek, ale by je opublikować musiałabym się pytać moich "modelek", co skończyłoby się podawaniem adresu bloga i tłumaczeniem się, że nie chciałam FanPage'a, bo nie jestem profeszynal fotografem, a i wcale swoich prac nie uważam za super do publikacji.
Także dzisiejszy post sponsoruje 1WDW i bokeh z kiełbasą.

najlepsza modelka na świecie. mój aparat otwarcie wyznaje jej miłość. Karolina z Mlekoholii

pierwszy raz wyszedł mi taki ładny bokeh. oczywiście nie przy portrecie, czy jakimś sensownym makro, ale przy palącej się kiełbasie.
bo lubię zdjęcia ogniska, są nieprzewidywalne.
Chyba nabieram pewnego rodzaju systematyczności, bo publikuję regularnie od sześciu tygodni i mogę stwierdzić, że jestem z siebie dumna. Przy następnym poście postaram się o coś analogowego, chyba że sesja z Szerlotkiem wypali,wtedy zaleję post serią sesyjną.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...