Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 września 2014

Pierwsze spotkanie z RAWami.

Oczywiście już dawno temu odkryłam w swoim aparacie możliwość robienia zdjęć RAW, ale jakoś zawsze mnie to strasznie przerażało, bo to trzeba programy instalować, konwertować, przerabiać bardziej niż zwykle. Moje obawy okazały się zupełnie niesłuszne, bo nie muszę siedzieć nad tym długimi godzinami, a od razu widzę o ile poprawiła się jakość zdjęć.
Dla niezorientowanych w RAWach odsyłam do posta Izy, która wyjaśniła wszystko bardzo przejrzyście i myślę, że nawet największy laik nie znajdzie w tym żadnego problemu. Od siebie mogę dodać tylko, że zdjęcia RAW są to zdjęcia dosłownie "surowe", czyli nie wpływają na nie żadne ustawienia balansu bieli, czy ekspozycji, wszystko dostraja się później w programie. I nie przerażajcie się za pierwszym razem, kiedy zdjęcia wyjdą zupełnie ciemne, bo jednak tutaj potrzeba trochę więcej światła, żeby było widać cokolwiek. Praktykowanie jak u mnie w dość mało naświetlonym mieszkaniu nie przejdzie.
Udostępniam moją kilkudniową zabawą RAWami, miała być także sesja, ale pogody nie da się opanować, nawet posiadając Mjolnir.








wtorek, 29 kwietnia 2014

until you have it all you won't be free.

Czuję, że powracam do życia blogowego :)
Już niedługo dzięki maturzystom szykuje mi się tydzień wolnego, mam nadzieję, że wykorzystam to należycie z aparatem w ręku.
Na dzisiejszych zdjęciach Karolina, z Naszej szybkiej sesji piątkowej.










Wciąż jeszcze jestem na etapie ogarniania mojej nowej pięćdziesiątki. Ma kilka swoich manualnych odchyłów, ale zazwyczaj się dogadujemy.

poniedziałek, 9 września 2013

war. part one.

Postanowiłam podzielić post na dwie części, ale niekoniecznie drugą opublikuję z tygodniowym odstępem. Możliwe, że jak tylko uporam się z obróbką pojawi się już za dwa, może trzy dni.
Relacja będzie wprost z pola bitwy, a dokładniej rekonstrukcji historycznej, która odbyła się niedaleko mojego miasta, w Beleniu. Co prawda przegapiłam początek, bo ludzi zebrało się tam chyba z całego województwa i przez dłuższy czas miałam problem z przedostaniem się w miarę blisko, by coś uchwycić. Kiedy znalazłam sobie miejsce, nie zważając już na żadne niedogodności rozsiadłam się na ziemi i po prostu robiłam zdjęcia. Wyszło mi ich około pięćset, ale połowę już wywaliłam, z czego jedna czwarta nadaje się do pokazania gdziekolwiek i mam też ze dwie, trzy swoje perełki, na które nie mogę się napatrzeć.
No to może trochę o rekonstrukcji.
Dotyczyła wydarzeń z 4 i 5 września 1939 roku, historyczny skrót, myślę że więcej nie potrzeba. Sama inscenizacja była niesamowita. Zaraz nad głowami oglądających przelatywały samoloty, słychać było każdy wybuch i strzał, a wszechobecny dym był dla mnie rajem przy robieniu zdjęć, bo głównie po to tam pojechałam. Pawła interesowały tylko samochody wojskowe, więc w żadnym wypadku nie mógł usiedzieć ze mną chwili, bym mogła uwiecznić choć trochę pokazu. Szybko się go pozbyłam i już do końca inscenizacji miałam spokój. Obok mnie usiadła trójka dzieciaków, które zaangażowaniem przekonywały się nad prawdziwością tego przedstawienia, jeden chłopczyk próbował mnie przekonać, że rekonstruktorzy źle grają, bo oni tylko upadają, a nie umierają naprawdę. Jeszcze zanim zaczęłam robić zdjęcia potwornie spanikowałam, bo całe przedstawienie było pod słońce, a mnie zawsze to stresuje, ale jakoś udało mi się wybrnąć z tego z całkiem niezłym efektem.
Także zapraszam dzisiaj wyjątkowo chętnie :)












środa, 4 września 2013

pietnascie.

Wreszcie upragnione analogowe, upragnione przeze mnie, bo bardzo chciałam je wreszcie pokazać. Tłumaczę się z przebarwień, otóż dowiedziałam się niedawno, że zostało wyprodukowane kilkanaście Olympusów Om-10 z wadą fabryczną i musiałabym nie być sobą, żeby na takowy nie trafić. Połowę zdjęć zwykle wyrzucam do kosza, bo mimo pięknego słońca migawka zamyka się dopiero po dwóch sekundach, co daje kliszy anormalne ilości światła, a żółcie to najprawdopodobniej wina starej kliszy.
Jak dowiedziałam się ze strony internetowej Olympusa: "OM-10 często są ofiarami "syndromu klejących się styków", objawia się on przedłużaniem czasu otwarcia migawki w stosunku do zmierzonej wartości w wyniku zabrudzenia styków olejem z prowadnic migawki."
Zdjęcia pochodzą ogólnie mówiąc ze Śląska, bo jest trochę Zarzecza, trochę Góry Żar, trochę Hrobaczej Łąki, ale też jedno z mojego miasta się znalazło.


Przeurocze miejsce, zaraz za zejściem z Hrobaczej Łąki, odkryte przez ciekawskich palaczy, którzy zapuścili się w krzaki i chaszcze i zupełnie przypadkowo znaleźli zejście do jeziora, gdzie od razu nas zaciągnęli. Miejsce piękne, pan wędkarz na pomoście na przeciwko chyba nas nie polubił, bo rzucający kamieniami straszyli mu ryby, ale idealne miejsce na nic nie robienie i czekanie na autobus powrotny :)


Droga powrotna z Hrobaczej Łąki.

W dół Góry Żar.

A taki widoczek towarzyszył nam przy każdym zejściu ze 180 schodków z naszego obozu. Żałowałam jedynie, że na swoją pierwszą i ostatnią wycieczkę tam rowerkami wodnymi nie zabrałam aparatu, bo pośrodku wody wyglądało to jeszcze lepiej.


To już chyba Żywiec, w drodze do sklepu bodajże.


Portret zawsze jakiś musi być. Na zdjęciu Marta :)



poniedziałek, 26 sierpnia 2013

czternascie.

Znów nie post analogowy. Jakoś nie mogę się zabrać za skanowanie zdjęć, a materiałów innych przybywa. Miałam posta nie dodawać przez jakiś czas, bo dopadła mnie mała depresja fotograficzna, ale że nic u mnie nie trwa długo to wystarczyło kilka dni i wizyta na X Festiwalu Jeździeckim w Gajewnikach, gdzie nie mogłam sobie darować robienia zdjęć i oto jest. Zupełnie nowy materiał, dopiero co wyjęty spod obróbki.
Obiecuję analogi w następnym poście, naprawdę.







Zdecydowanie mój ulubiony koń. Właścicielka także bardzo miła, bardzo jej kibicowałam, by zdobyli jak najwyższą ocenę. Nie wyszło, koń zaczepił pachołek i punkty poleciały w dół.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...