Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty
środa, 11 września 2013
war. part two.
A oto ciąg dalszy, rozpisywać się nie będę. Są tu dwa moje ulubione zdjęcia. Jestem coraz bliżej zakupu pierścienia redukcyjnego, tylko znając siebie i mojego wszechobecnego hejta na wydawanie na siebie pieniędzy będę to odkładać w nieskończoność, bo może mi to nie wyjdzie, może źle coś kupię. Tak już mam i chyba trzeba to zaakceptować :)
poniedziałek, 9 września 2013
war. part one.
Postanowiłam podzielić post na dwie części, ale niekoniecznie drugą opublikuję z tygodniowym odstępem. Możliwe, że jak tylko uporam się z obróbką pojawi się już za dwa, może trzy dni.
Relacja będzie wprost z pola bitwy, a dokładniej rekonstrukcji historycznej, która odbyła się niedaleko mojego miasta, w Beleniu. Co prawda przegapiłam początek, bo ludzi zebrało się tam chyba z całego województwa i przez dłuższy czas miałam problem z przedostaniem się w miarę blisko, by coś uchwycić. Kiedy znalazłam sobie miejsce, nie zważając już na żadne niedogodności rozsiadłam się na ziemi i po prostu robiłam zdjęcia. Wyszło mi ich około pięćset, ale połowę już wywaliłam, z czego jedna czwarta nadaje się do pokazania gdziekolwiek i mam też ze dwie, trzy swoje perełki, na które nie mogę się napatrzeć.
No to może trochę o rekonstrukcji.
Dotyczyła wydarzeń z 4 i 5 września 1939 roku, historyczny skrót, myślę że więcej nie potrzeba. Sama inscenizacja była niesamowita. Zaraz nad głowami oglądających przelatywały samoloty, słychać było każdy wybuch i strzał, a wszechobecny dym był dla mnie rajem przy robieniu zdjęć, bo głównie po to tam pojechałam. Pawła interesowały tylko samochody wojskowe, więc w żadnym wypadku nie mógł usiedzieć ze mną chwili, bym mogła uwiecznić choć trochę pokazu. Szybko się go pozbyłam i już do końca inscenizacji miałam spokój. Obok mnie usiadła trójka dzieciaków, które zaangażowaniem przekonywały się nad prawdziwością tego przedstawienia, jeden chłopczyk próbował mnie przekonać, że rekonstruktorzy źle grają, bo oni tylko upadają, a nie umierają naprawdę. Jeszcze zanim zaczęłam robić zdjęcia potwornie spanikowałam, bo całe przedstawienie było pod słońce, a mnie zawsze to stresuje, ale jakoś udało mi się wybrnąć z tego z całkiem niezłym efektem.
Także zapraszam dzisiaj wyjątkowo chętnie :)
Relacja będzie wprost z pola bitwy, a dokładniej rekonstrukcji historycznej, która odbyła się niedaleko mojego miasta, w Beleniu. Co prawda przegapiłam początek, bo ludzi zebrało się tam chyba z całego województwa i przez dłuższy czas miałam problem z przedostaniem się w miarę blisko, by coś uchwycić. Kiedy znalazłam sobie miejsce, nie zważając już na żadne niedogodności rozsiadłam się na ziemi i po prostu robiłam zdjęcia. Wyszło mi ich około pięćset, ale połowę już wywaliłam, z czego jedna czwarta nadaje się do pokazania gdziekolwiek i mam też ze dwie, trzy swoje perełki, na które nie mogę się napatrzeć.
No to może trochę o rekonstrukcji.
Dotyczyła wydarzeń z 4 i 5 września 1939 roku, historyczny skrót, myślę że więcej nie potrzeba. Sama inscenizacja była niesamowita. Zaraz nad głowami oglądających przelatywały samoloty, słychać było każdy wybuch i strzał, a wszechobecny dym był dla mnie rajem przy robieniu zdjęć, bo głównie po to tam pojechałam. Pawła interesowały tylko samochody wojskowe, więc w żadnym wypadku nie mógł usiedzieć ze mną chwili, bym mogła uwiecznić choć trochę pokazu. Szybko się go pozbyłam i już do końca inscenizacji miałam spokój. Obok mnie usiadła trójka dzieciaków, które zaangażowaniem przekonywały się nad prawdziwością tego przedstawienia, jeden chłopczyk próbował mnie przekonać, że rekonstruktorzy źle grają, bo oni tylko upadają, a nie umierają naprawdę. Jeszcze zanim zaczęłam robić zdjęcia potwornie spanikowałam, bo całe przedstawienie było pod słońce, a mnie zawsze to stresuje, ale jakoś udało mi się wybrnąć z tego z całkiem niezłym efektem.
Także zapraszam dzisiaj wyjątkowo chętnie :)
środa, 4 września 2013
pietnascie.
Wreszcie upragnione analogowe, upragnione przeze mnie, bo bardzo chciałam je wreszcie pokazać. Tłumaczę się z przebarwień, otóż dowiedziałam się niedawno, że zostało wyprodukowane kilkanaście Olympusów Om-10 z wadą fabryczną i musiałabym nie być sobą, żeby na takowy nie trafić. Połowę zdjęć zwykle wyrzucam do kosza, bo mimo pięknego słońca migawka zamyka się dopiero po dwóch sekundach, co daje kliszy anormalne ilości światła, a żółcie to najprawdopodobniej wina starej kliszy.
Jak dowiedziałam się ze strony internetowej Olympusa: "OM-10 często są ofiarami "syndromu klejących się styków", objawia się on przedłużaniem czasu otwarcia migawki w stosunku do zmierzonej wartości w wyniku zabrudzenia styków olejem z prowadnic migawki."
Jak dowiedziałam się ze strony internetowej Olympusa: "OM-10 często są ofiarami "syndromu klejących się styków", objawia się on przedłużaniem czasu otwarcia migawki w stosunku do zmierzonej wartości w wyniku zabrudzenia styków olejem z prowadnic migawki."
Zdjęcia pochodzą ogólnie mówiąc ze Śląska, bo jest trochę Zarzecza, trochę Góry Żar, trochę Hrobaczej Łąki, ale też jedno z mojego miasta się znalazło.
Przeurocze miejsce, zaraz za zejściem z Hrobaczej Łąki, odkryte przez ciekawskich palaczy, którzy zapuścili się w krzaki i chaszcze i zupełnie przypadkowo znaleźli zejście do jeziora, gdzie od razu nas zaciągnęli. Miejsce piękne, pan wędkarz na pomoście na przeciwko chyba nas nie polubił, bo rzucający kamieniami straszyli mu ryby, ale idealne miejsce na nic nie robienie i czekanie na autobus powrotny :)
Droga powrotna z Hrobaczej Łąki.
W dół Góry Żar.
A taki widoczek towarzyszył nam przy każdym zejściu ze 180 schodków z naszego obozu. Żałowałam jedynie, że na swoją pierwszą i ostatnią wycieczkę tam rowerkami wodnymi nie zabrałam aparatu, bo pośrodku wody wyglądało to jeszcze lepiej.
To już chyba Żywiec, w drodze do sklepu bodajże.
Portret zawsze jakiś musi być. Na zdjęciu Marta :)
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
czternascie.
Znów nie post analogowy. Jakoś nie mogę się zabrać za skanowanie zdjęć, a materiałów innych przybywa. Miałam posta nie dodawać przez jakiś czas, bo dopadła mnie mała depresja fotograficzna, ale że nic u mnie nie trwa długo to wystarczyło kilka dni i wizyta na X Festiwalu Jeździeckim w Gajewnikach, gdzie nie mogłam sobie darować robienia zdjęć i oto jest. Zupełnie nowy materiał, dopiero co wyjęty spod obróbki.
Obiecuję analogi w następnym poście, naprawdę.
Obiecuję analogi w następnym poście, naprawdę.
Zdecydowanie mój ulubiony koń. Właścicielka także bardzo miła, bardzo jej kibicowałam, by zdobyli jak najwyższą ocenę. Nie wyszło, koń zaczepił pachołek i punkty poleciały w dół.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
trzynascie.
Post dzisiaj bardzo obszerny, bo trochę się działo przez ostatni tydzień. Jak mogłam się spodziewać ta wyczekana wycieczka na Wały Chrobrego, choć z bardzo dobrym przewodnikiem, który cierpliwie czekał co dwie minuty, aż ja sobie popstrykam, nie wypadła tak jak chciałam, bo nowością nie jest, że architektura to nie moja działka. Zatem po dwóch godzinach nieudolnych prób i męki z łapaniem światła mój przewodnik wyraził chęć zrobienia mu kilku zdjęć. Nie wiedział w co się pakował, toteż kilka zdjęć zmieniło się w setkę, a ja byłam bardziej zadowolona z tej sesji niż całej wycieczki po tej ładnej części Szczecina. Jeszcze Park Kasprowicza można uznać za zadowalający, ale z tego także wyszło więcej portretów niż czegokolwiek. Ogólnie po takim dłuższym zwiedzaniu moja niechęć do Szczecina wyparowała i stwierdziłam, że całkiem tam przyjemnie. Oczywiście oprócz tego, że wszędzie jest daleko, a po 17 latach w małym miasteczku to jednak trochę robi różnicę. Na zdjęcia nocne nie udało mi się wyskoczyć, bo byłam zbyt zmęczona po maratonie z science fiction i znów zapomniałam odwiedzić Cafe 22, które szczyci się niemożliwie drogimi deserami i widokiem na panoramę Szczecina.
Nadal nie ogarniam autobusowych biletów minutowych, czemu w kinowych ubikacjach wiszą reklamy filmu o One Direction, turbo ślimaka, kota, który wchodzi przez zamknięte drzwi i pijanych ludzi w autobusie o 4.30.
Wyjazd chętnie powtórzę, dla samego posiedzenia w dobrym towarzystwie, pobudki z najbardziej panoszącym się kotem świata, czy maratonów filmowych, tych kinowych i domowych.
Nadal nie ogarniam autobusowych biletów minutowych, czemu w kinowych ubikacjach wiszą reklamy filmu o One Direction, turbo ślimaka, kota, który wchodzi przez zamknięte drzwi i pijanych ludzi w autobusie o 4.30.
Wyjazd chętnie powtórzę, dla samego posiedzenia w dobrym towarzystwie, pobudki z najbardziej panoszącym się kotem świata, czy maratonów filmowych, tych kinowych i domowych.
Najbardziej panoszący się kot na świecie, mizantrop jakich mało, tylko na niego spojrzysz, a już wiesz, że Cię nienawidzi, a jednak codziennie rano dopomina się o chwilę uwagi wygrzewając się w słońcu na Twoim brzuchu.
Z tamtego mostu widać znaczną część Szczecina, przechodzenie na drugą stronę wygląda tak, że trzeba zejść na dół, obejść kawałek pod mostem i wdrapać się po schodach. Niemałe wyzwanie jak na dwugodzinną wyprawę po wszystkim, co ciekawe. Most zostawiłam sobie na koniec.
Pływająca restauracja, i pływające ceny :)
Jak już wspomniałam wycieczkę zwieńczyła sesja zdjęciowa, na górze mój przewodnik. Bardzo trudny model, cały czas mówił i mówił i uśmiechnąć się nie chciał, poza jednym wyjątkiem :)
Dom mojej cioci słynie jako przechowalnia wszelkich staroci. Spotkałam się z trzema radiami, od dawna niesprawnymi, lampką, której podpórka była tańcząca kobieta i moją starą maszyną do pisania od dziadka. Ten album też mnie zaciekawił. Znajdywały się w nim zdjęcia, bardzo stare, Warszawy i Szczecina.
Pomnik Czynu Polaków z Parku Kasprowicza, powyższe dwa zdjęcia także z tego miejsca.
Marzy mi się fotoreportaż. Taki prawdziwy wyjazd z aparatem, najlepiej samej, gdzie nikt mnie nie pogania i mogę w spokoju wypstrykać wszystko, wejść wszędzie i nie ograniczać się tym, że komuś się nie chce. Myślałam o Sandomierzu, Wrocławiu, Poznaniu, albo chociaż Toruniu. Jeszcze rok i nic nie będzie mnie już ograniczać.
Teraz materiałów na następnego posta mi brak, może w przeciągu tygodnia umówię się na sesję z Dusiaczkiem.
Edit.
A przepraszam, mam jeszcze analogi z Zarzecza :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)


.jpg)

.jpg)





