Pokazywanie postów oznaczonych etykietą analogowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą analogowo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 listopada 2013

Paris.

Czy trzymam się postanowienia? O dziwo, muszę przyznać, że tak. W niedzielę pojechałam na basen z niebywałym zapałem i o dziwo nie byłam aż tak potwornie zmęczona, a pływałam. Z dwiema dłuższymi przerwami na poprawienie niewymiarowych okularków. Czy czuję się lepiej? Zdecydowanie tak. Zapomniałam o tym jak woda wyciąga ze mnie wszystko, kiedy pływam to nic innego się nie liczy. Myślę jedynie o własnym oddechu i o obijającej się o mnie wodzie. Nie przeszkadza mi nawet okropnie bolący łuk brwiowy i już lekko podłapane przeziębienie. Miło było spotkać się z mamą Karoliny, nawet jeśli jej tam nie było, nawet jeśli jej nie zauważyłam, bo bez soczewek jestem jak kret. Miło było podyskutować chwilę z moim starym instruktorem pływania i wysłuchać narzekań, jak w ogóle mogłam zrobić sobie tak długą przerwę. Miło było spotkać pana, który tak denerwował mnie i Karolinę, chlapiąc wyjątkowo rozbieżnie wodą, aż się do niego uśmiechnęłam, ale nie cieszyłam się na tyle, żeby zostać na starym t(h)orze. No i mam nadzieję naciągać rodziców na transport przynajmniej dwa razy w tygodniu, bo mimo uciechy mojego taty z pomysłu powrotu, to nie pływał, z czystego lenistwa.

A dzisiaj trochę makro i mój cudowny breloczek, póki jeszcze żył.





środa, 4 września 2013

pietnascie.

Wreszcie upragnione analogowe, upragnione przeze mnie, bo bardzo chciałam je wreszcie pokazać. Tłumaczę się z przebarwień, otóż dowiedziałam się niedawno, że zostało wyprodukowane kilkanaście Olympusów Om-10 z wadą fabryczną i musiałabym nie być sobą, żeby na takowy nie trafić. Połowę zdjęć zwykle wyrzucam do kosza, bo mimo pięknego słońca migawka zamyka się dopiero po dwóch sekundach, co daje kliszy anormalne ilości światła, a żółcie to najprawdopodobniej wina starej kliszy.
Jak dowiedziałam się ze strony internetowej Olympusa: "OM-10 często są ofiarami "syndromu klejących się styków", objawia się on przedłużaniem czasu otwarcia migawki w stosunku do zmierzonej wartości w wyniku zabrudzenia styków olejem z prowadnic migawki."
Zdjęcia pochodzą ogólnie mówiąc ze Śląska, bo jest trochę Zarzecza, trochę Góry Żar, trochę Hrobaczej Łąki, ale też jedno z mojego miasta się znalazło.


Przeurocze miejsce, zaraz za zejściem z Hrobaczej Łąki, odkryte przez ciekawskich palaczy, którzy zapuścili się w krzaki i chaszcze i zupełnie przypadkowo znaleźli zejście do jeziora, gdzie od razu nas zaciągnęli. Miejsce piękne, pan wędkarz na pomoście na przeciwko chyba nas nie polubił, bo rzucający kamieniami straszyli mu ryby, ale idealne miejsce na nic nie robienie i czekanie na autobus powrotny :)


Droga powrotna z Hrobaczej Łąki.

W dół Góry Żar.

A taki widoczek towarzyszył nam przy każdym zejściu ze 180 schodków z naszego obozu. Żałowałam jedynie, że na swoją pierwszą i ostatnią wycieczkę tam rowerkami wodnymi nie zabrałam aparatu, bo pośrodku wody wyglądało to jeszcze lepiej.


To już chyba Żywiec, w drodze do sklepu bodajże.


Portret zawsze jakiś musi być. Na zdjęciu Marta :)



poniedziałek, 1 lipca 2013

siedem.

Dzisiaj zaczęłam się zastanawiać, czy będę publikować posty podczas dwutygodniowego obozu w Zarzeczu, ale w końcu od czego jest internet w telefonie i ustawianie czasu publikacji :)
Obiecałam coś analogowego, więc trochę tego będzie. Nie będę segregować ich i dzielić na okresy, bo szczerze uważam, że przy piątej, czy czwartej kliszy to nie ma większego sensu. Przyznam się, że analoga nie ogarnęłam nadal zupełnie. Przy Zenicie była to kwestia poustawiania odpowiedniej przysłony i poszperania trochę w internecie. W Olympusie robię wszystko na czuja, bo nie dość, że w internecie bardzo nie lubią dziesiątki, to jeszcze cierpi na brak jakichkolwiek sensownych instrukcji, która nie kończy się na: "Danych technicznych", które, no cóż, nie rajcują mnie na tyle, żeby czytać je w nieskończoność.
Wciąż próbuję, wciąż się dziwię i narzekam, że się do tego nie nadaję, chociaż wiem, że analogowa jest jedna z najtrudniejszych dziedzin fotografii i dopiero przy setnej kliszy będę mogła powiedzieć: "Kontroluję to". Długa droga jeszcze przede mną i wciąż zastanawiam się nad kupnem jakiegoś Zenita, jednak te zdjęcia bardziej mnie satysfakcjonowały, ale do Olympusa kupiłam sobie jednak typowy portretowy obiektyw, więc szkoda wydatku.
Zdjęcia głównie warsztatowe, jednak już z drugiej mojej edycji, bo pierwsza analogowo nie wypaliła zupełnie, miałam do połowy naświetloną kliszę, co odbiło się na reszcie plus miałam ustawioną przysłonę f/1,4 przy całkiem słonecznym, zimowym dniu, więc wszystkie zupełnie zepsułam.
Doczytałam także na forach, że dziesiątka miewa problemy z prześwietlaniem zdjęć, co ja tylko skutecznie powiększam na własną niekorzyść.

Moja ulubiona kamieniczka. Stara jak świat, zniszczona do cna, ale jednak ma swój urok, a tam na dole, zaraz po lewo jest najlepsza księgarnia w calutkim mieście, gdzie obsługa jest bardzo miła i chętnie sprowadzają książki (tak, prowadzę wojnę z Matrasem).

Zepsułam zdjęcie skanowaniem, zdecydowanie. Teraz widzę jak bardzo je poobcinałam.


Zdecydowanie moje ulubione zdjęcie jeśli chodzi o poczynania analogowo-olympusowe. Cudowna modelka Kasia, której zwykle na warsztatach robię więcej zdjęć niż opłaconym modelkom.

 Za tydzień postaram się o coś jedzeniowego, bo ostatnio zapragnęłam wziąć się trochę za makro, czy mi wyszło, nie jestem przekonana, aczkolwiek wszystkiego trzeba spróbować.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

piec.

Dzisiaj poskąpię, bo tylko jedno zdjęcie, ale jakże wyjątkowe, gdyż jest to pierwsza fotka jaką zrobiłam aparatem analogowym, jeszcze Zenitem i lubię ją pokazywać.


Ot zwykła kaczka, jednak sądzę, że gdyby nie ona to nie zadecydowałabym się kontynuować treningu analogowego. Trochę będę się zawsze czepiać kadru, bo powinnam go przesunąć w prawo, ale wyszło jak wyszło, jedna próba, jedno zdjęcie i to jest właśnie wyjątkowość analogowych fotografii.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...